czwartek, 25 lipca 2013

Aniołek pierwszy mój




Wieczorem skończyłam aniołka - śpiocha. Mój pierwszy. Wyszedł taki misz - masz, bo jak się okazało i czapka była innego wzoru niż powinna, trochę przeróbek to wymagało. Nie uniknęłam wpadek. Skrzydła przeszyłam tak, że włożyłam ovatę do środka pomiędzy dwie prawe strony, bez możliwości odwrócenia. Efekt? Musiałam kombinować ze skrzydłami na lewej stronie;) Poprostu nie pomyślałam;) Zdarza się. Zarobiłam zygzakiem brzegi i wyszło całkiem dobrze. Niby szyje się tak samo jak zajączki, ale trzeba się jeszcze "przestawić" na nową rzecz...  Ale ja uczę się na swoich błędach. Następny anioł będzie bez wpadek, długich nosów itp:) Wszak do perfekcji można dojść tylko metodą prób i błędów:)

Aha, mój Aniołek  nie ziewa, on mówi "Ciiiiiii", jak to określiła pewna sympatyczna osóbka. No coś w tym jest:)




Kołnierz koszuli przyszywałam "na". Trochę łatwiej było mi wywijać materiał. Ale to każdy musi sam wypróbować jak mu pasuje:)


Nauczyłam się też przyszywać rękawki. Do tej pory jakoś niezdarnie wychodziło. Już wiem o co chodzi:)



Update 14:30
No tak, zapomniałam o guzikach na koszuli:) Wiedziałam, że nos to nie wszystko!

2 komentarze:

  1. przeuroczy spioszek:)Ze skrzydłami to mi tez sie nieraz myli,ale jestem zła na siebie wtedy:D

    OdpowiedzUsuń