środa, 31 lipca 2013

 "Lubomir" został przeznaczony dla Oskarka. 


Oskar Wojcieszek urodził się w lutym 2009 roku.
U Oskarka stwierdzono złośliwy nowotwór - neuroblastoma IV stopnia, guz nadnercza prawego z licznymi przerzutami.
Jedyną szansą na powrót Oskarka do pełnego zdrowia jest leczenie
w Klinice w Greifswald (Niemcy), koszt którego lekarze wyceniają na ok. 140 tys. euro !!!!!!!!!!
Więcej informacji na blogu Oskarka: http://oskarek-wojcieszek.blogspot.com/


Królik weźmie udział w aukcji z której pieniążki będą przeznaczone dla tego chorego chłopca. Więcej informacji o aukcjach znajdziesz TU
Piszę ten post po to, abyś i ty Szanowny Czytelniku, zapoznał się z historią Oskarka i być może zalicytował coś.... 
Więcej informacji wkrótce.



Update 1.08.2013

Wszystkie dostępne obecnie Aukcje dla Oskarka są TU
Natomiast Królika Lubomira Wielkiego można licytować TU

Anioł Domowy

Anioł Domowy już jest. Dziś kończyłam skrzydła. Zawisł (narazie prowizorycznie) w kąciku aniołków w holu i będzie strzegł domu:).  
- "Mamusiu, czy ten aniołek pokazuje, że trzeba być w domu grzecznym?" - zapytała młodsza córka.
No raczej. Taki był zamysł:) Siła sugestii, najlepiej oparta jaskrawym przykładem. Znając życie, wytrzymają kilka dni w swojej grzeczności. I tylko wtedy, kiedy będą aniołek będzie w zasięgu ich wzroku;). 
Ale jest, wisi i patrzy czy dzieci są grzeczne. 
- "Powie Mikołajowi, że tu grzeczne dzieci czekają na prezenty?".  

Powie, powie, jak dzieci będą rzeczywiście grzeczne... Bo w końcu do świąt już niedaleko.... taaak, taaak wyobraźnia dziecięca nie zna granic. Tylko czemu ten Anioł skojarzył się ze świętami zaraz?












poniedziałek, 29 lipca 2013

Uff duchota na dworzu

Tak się dziś zastanawiałyśmy z córką, czy może by lalki jakiejś nie "zmajstrować". Myślę co by tu.... Tak wyglądała moja pierwsza lalka, zrobiona na wzór tutorialu internetowego. Nie miałam wtedy jeszcze tkaniny w kolorze beżowym, jedynie białą bawełenkę. Więc trochę bladziocha taka:)) Ale tak myślę, że może wrócę do tego projektu, zrobię ją troszkę inaczej?






Tymczasem, wykrojony, do wypchania czeka już anioł, który zawiśnie w holu. Dodatkowo, ze skrawków jeszcze coś małego, tak do spróbowania. Ale to w wolnej chwili:) Okropnie gorąco, upalnie, duszno na dworzu. Po wczoraszych wojażach, dziś siedzimy w domu póki co.

update 19:30
 

Jak zrobić takie włosy u swojej tildowej laleczki?:)
Dosłownie, rozdzielić włos włóczki na troje:) 



A potem trzeba już tylko wybrać i zrobić fryzurę:)

Na przykład coś takiego...




niedziela, 28 lipca 2013

Upalny niedzielny poranek


10:30 - jest tak gorąco, że nawet nie chce się pisać;)

Zabieramy maluchy, maluchy zabierają gałganki i lecimy się opalać! Bye!

Melania







Melania z Ferdynandem towarzysko....aż rumieńców nabrała:)

 


Aplikacja Angry Bird na koszulce Ferdynanda była malowana przeze mnie ręcznie. Używałam farb acrylowych do tkanin Fevicryl, które po wyschnięciu utrwala się prasowaniem. Zakupiłam TAKI OTO mini zestaw na próbę. Sprawdził się doskonale. Rumieńce Melanii i innych króliczek także zrobione są tymi farbkami. Takie farbki to fajna sprawa. Można przerabiać nudne dziecięce koszulki:) Np. tak:

 



Mela w podróży:)



Mela na łonie natury:)


sobota, 27 lipca 2013

Długie wyczekiwanie nagrodzone

W końcu się doczekała. Moja córcia zamówiła już jakiś czas temu "koleżankę" dla swojej Stefanii. Zamówienie nie byle jakie, bo recenzentką własna córka. Krytykować potrafi. Kilka projektów już odrzuciła:) Jak się coś nie spodoba, to za "chiny ludowe" nie weźmie do zabawy!  No, ale. Jest. Nowa Królisia ma mieć sukienkę, bo Stefania, dla odmiany jest w spodniach. Sukienka ma być różowa. Bo tak!. Materiał wybrany, mama szyj! Więc szyję, z przyjemnością - rzeknę. Miłośc do szmacianek i przytulania uszaków jak widać kwitnie. Czego chcieć wiecej? Tylko szyć...i szyć... i szyć...:)


Spotkałam się  z różnym sposobem "szpilkowania". Sama z niewiedzy zaczynałam od pionowego wbijania szpilek. Jednak muszę przyznać, że tak jak na zdjęciu - poziomo - jest zdecydowanie wygodniej. Tak też i czynię.


 

A na koniec tego wpisu, mały Teofil w objęciach swojej małej właścicielki. Gałganek poddawany jest codziennie, już od ponad miesiąca, miętoleniu i rozciąganiu we wszystkich możliwych kierunkach. Test przeszedł. Ma się dobrze i nadal sprawia radość!:)
Był pierwszy w "rodzinie".




piątek, 26 lipca 2013

Można powedzieć, że "Lubomir" jest skończony. Trochę to trwało. Buty i skarpetki zakładam niemowlęce:) Spisują się bardzo dobrze. Prawie skończony, bo będzie miał jeszcze płaszcz:)))






czwartek, 25 lipca 2013

Aniołek pierwszy mój




Wieczorem skończyłam aniołka - śpiocha. Mój pierwszy. Wyszedł taki misz - masz, bo jak się okazało i czapka była innego wzoru niż powinna, trochę przeróbek to wymagało. Nie uniknęłam wpadek. Skrzydła przeszyłam tak, że włożyłam ovatę do środka pomiędzy dwie prawe strony, bez możliwości odwrócenia. Efekt? Musiałam kombinować ze skrzydłami na lewej stronie;) Poprostu nie pomyślałam;) Zdarza się. Zarobiłam zygzakiem brzegi i wyszło całkiem dobrze. Niby szyje się tak samo jak zajączki, ale trzeba się jeszcze "przestawić" na nową rzecz...  Ale ja uczę się na swoich błędach. Następny anioł będzie bez wpadek, długich nosów itp:) Wszak do perfekcji można dojść tylko metodą prób i błędów:)

Aha, mój Aniołek  nie ziewa, on mówi "Ciiiiiii", jak to określiła pewna sympatyczna osóbka. No coś w tym jest:)




Kołnierz koszuli przyszywałam "na". Trochę łatwiej było mi wywijać materiał. Ale to każdy musi sam wypróbować jak mu pasuje:)


Nauczyłam się też przyszywać rękawki. Do tej pory jakoś niezdarnie wychodziło. Już wiem o co chodzi:)



Update 14:30
No tak, zapomniałam o guzikach na koszuli:) Wiedziałam, że nos to nie wszystko!

wtorek, 23 lipca 2013

Kończymy zajączka w kratkę:)

Dziś będę wykańczać ubranko. Pierwszy uszatek w rozm 40+. Spodobał się córce, pomimo, że marzy jej się królisia w sukieneczce. Wszak Stefania ma spodnie i była uszatkiem testowym nr 2, nie do końca jeszcze takim, jakim chciałam aby mi wyszedł. Jasno też stwierdzam, że większych królisi nie będzie. Muszę też popracować jeszcze nad techniką przyszywania kończyn, ale tak to jest, gdy uczymy się z internetu. Nic nie jest do końca takie, jakie nam się wydaje;) I tym miłym akcentem zakończę poranny wywód na temat królików lub jak inni wolą - zajączków:)





Update 18.00

Niestety nie dam dziś rady. Dziecko marudne, ząbki rosną, do maszyny nie usiadłam. Ale za to zrobiłam sobie wykrój anioła - śpiocha:) Będzie pierwszym jakim zamierzam uszyć. Zapewne nie ostatnim. Powiesimy go nad łóżkiem maluchów, aby dawał tylko dobre sny! Miejsce następnego aniołka - stróża zarezerwowane w przedpokoju. Więc wszystko ustalone, oby tylko aniołki się udały:)